Tegoroczne święta

Tegoroczne święta będą wyjątkowe, bo spędzimy je w domu. Od wielu lat, pod naciskiem tej czy innej rodziny, zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy. A później była bieganina i jeżdżenie od domu do domu. Przyznaję, święta sprzyjają rodzinnej atmosferze. Miło się spotkać i pogadać, ale w tym roku mam ochotę na takie spokojne „snucie się”. Sami przygotujemy kolację, zjemy ją na spokojnie, posiedzimy przy choince, pogramy i pośpiewamy kolędy, a później wybierzemy się na pasterkę. Po niej wyśpimy się i będziemy dalej świętować. A rodzina może na nas poczekać np. do drugiego dnia Świąt.

Muszę przygotować sobie listę zakupów i rozpisać co kiedy zrobić, bo mam tendencję do nagromadzenia zbyt dużej ilości zajęć na ostatnią chwilę, żeby wszystko było „pachnące i świeżutkie”. No i trzeba też kupić prezenty. Ponieważ w tym roku u rodzinki „uaktywniły się” nowe zdolności i pojawiły nowe hobby, więc nie będę miała problemu z wyborem. Ja z kolei zasugerowałam, że marzę o „Myślach nieuczesanych wszystkich” Leca. Ciekawe czy dostanę… 🙂

Dobra i zła wiadomość jest taka, że gdzieś zapodziałam karteczkę z noworocznymi postanowieniami sprzed prawie roku. Nie mam więc pojęcia ile z nich zrealizowałam, ale przypuszczam, że niewiele, skoro nawet do niej nie zaglądałam. Chyba, że coś mi utkwiło w podświadomości i chciał – nie chciał przypadkiem wyszło. Nie będzie więc wkurzania się na samą siebie, że tkwię w miejscu, chociaż… taka prawda… Może nie tak kompletnie w miejscu, ale nadal mi mało.

Święta w sklepach

No to zaczęło się. W hipermarketach, innych sklepach i galeriach pojawiły się już dekoracje świąteczne. Ba, zdaje się, że w tym roku wszystkich wyprzedził „Oszołom”, bo tam się pojawiły jeszcze przed 11 listopada. Przyznać muszę, że jakoś nie czuję jeszcze tego klimatu. Zwykle o tej porze roku miałam już listę – przynajmniej orientacyjną – co kto by chciał dostać. A w tym roku susza w głowie. Jedyne co mam to mocne postanowienie kupienia potomkowi prezentów, które odciągną go od kompa, przy którym spędza zdecydowanie za dużo czasu nie zważając na ustalone reguły i zakazy. Mimo, że jestem przeciwna organizowaniu dzieciom czasu po lekcjach, bo moim zdaniem dzieci powinny same rozwijać w sobie kreatywność w tym zakresie i mieć czas na spotykanie ze znajomymi, w jego przypadku, chyba będę musiała coś wymyślić. Wielki minus jest ten, że na fajne zajęcia sportowe w stylu basen, korty, itp. mamy daleko, a na bieganie go nie namówię. Na rower z kolei robi się ciut za zimno… Może dostanie jakiś instrument i zapiszę go na kurs… No zobaczymy.