Zielona szkoła

Rozpoczął się okres wyjazdów na zieloną szkołę – okres szczęścia nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców 🙂 Poza wakacjami to często jedyny czas, kiedy można pobyć przez kilka dni sam na sam. Dziś też pojechało na wycieczkę moje szczęśliwe – z tego powodu – dziecko. Staram się jak mogę nie skompromitować, tzn. nie zadzwonić i nie pisać, żeby nie było, że matka nadgorliwa i nadopiekuńcza. Choć ciężko jest. Mam nadzieję, że zabytki, które przetrwały kilkaset lat, zniosą najazd naszej wesołej, rozbrykanej klasy i wyjdą z tego bez szwanku 😉 I że któryś nie wpadnie na pomysł, żeby sobie coś tam wziąć na pamiątkę, bo słowo klucz na wszystkich wycieczkach to „pamiątki” 😉 Lepsze to niż „piwo” czy „urywamy się jak tylko nauczyciele zasną”, ale zasadniczo sprawia, że dzieciaki nie wiedzą później gdzie były, co widziały, bo to nie ważne, rozpoznają raczej wycieczki po tym co stamtąd przywiozły.

Oby im pogoda dopisała. Poprzedni tydzień był piękny i słoneczny. Ten, co prawda zapowiada się na dość ciepły, ale za to mokry, a to najgorsze chyba na wycieczkach, które w znacznej mierze miały być „deptane”. Bo jak zimno, to się można cieplej ubrać, a po deszczu, po śliskich kamieniach, w przemoczonych butach i spodniach, źle się chodzi. Bo oczywiście to ten wiek, kiedy to parasola się nie nosi, bo to siara, ewentualnie można założyć kurtkę przeciwdeszczową, ale cóż ona da w czasie ulewy. Że o tym, że w czasie burz niebezpiecznie jest chodzić po otwartym terenie, w dodatku z komórkami, bo bez nich ani rusz, nie wspomnę. Wczoraj wieczorem jeszcze na ostatnią chwilę kupowaliśmy szkła kontaktowe, bo dziecku – które sporadycznie je nosi, ale na wycieczkę się uparł, żeby założyć – wydawało się, że ma jeszcze nie otwieraną parę, a tu zonk. Oczywiście – jak pech to pech – okazało się, że nie ma w jego dioptrii Johnsonów – które miał dobierane u okulisty i które zawsze nosił, więc kupiliśmy pure vision Bauscha, z nadzieję, że będą dobre. Oby. Jak nie, to dostał lusterko do plecaka, wodę do opłukania rąk i ma wyjąć i wyrzucić, a broń Boże nie nosić i nie drażnić oczu. Mam nadzieję, że jest już na tyle dorosły, żeby posłuchać.

Oj, widzę że kiedy moje obawy nie przelewają się przypomnieniami na jego komórkę, to pojawiają na blogu… Beznadzieja. Za to mam już zaplanowane dzisiejsze popołudnie i wieczór. I jutrzejsze też 🙂

Zielona szkoła i zbliżający się Dzień Ojca

No więc: dziecko pojechało na zieloną szkołę. W domu jakoś strasznie cicho się zrobiło. Nuda można by rzec. Chociaż po odjeździe autobusu dało się słyszeć wśród rodziców: no to co teraz? imprezka? 🙂 Pogoda piękna, więc dziecko nie musiało brać mnóstwa bagażu, choć na piątek zapowiadają ulewy. Niestety przed samym wyjazdem pojawił się mały problem zdrowotny, ale sytuacja została wstępnie opanowana, a dziecko musiało dopakować zestaw medykamentów, bo nadgorliwa matka musiała pomyśleć o „wszelkim wypadku”.

A tymczasem wielkimi krokami zbliża się Dzień Ojca – czytaj dzień dwóch kibiców w rodzinie. Żeby nie kupować czegoś na ostatnią chwilę, wymyśliłam sobie, że tatusiowie dostaną koszulki piłkarskie klubowe, w barwach swoich ulubionych klubów. Może to dla mojego osobistego ojca ciut „za młodzieżowe”, ale chociaż pokibicuje sobie w odpowiednim stroju 😉 

Miłego dnia

Przygotowania do wycieczki szkolnej

Już wkrótce wyjazd na zieloną szkołę. A ja nie mam pojęcia co spakować dziecku… W zeszłym roku miała być ładna pogoda, którą w ostatniej chwili „odwołali”. Okazało się, że temperatura nie przekroczyła 8C, padał deszcz, wiał wiatr i to wszystko w górach, przy wycieczce zorganizowanej na turystyczną. Dziecko zmarzło, bo nie chciało wziąć w czerwcu zimowej kurtki. Dobrze, że chociaż porządne, ciepłe buty ubrało. W tym roku dla odmiany ma być ciepło. Ale chyba przygotuję mu bardziej zróżnicowaną odzież, tak na wszelki wypadek, gdyby coś w ostatniej chwili znów miało się zmienić… Oby nie, bo zaplanowane mają sporo zwiedzania i zabaw na świeżym powietrzu. Siedzę więc i robię listę rzeczy, żeby niczego nie zapomnieć. Co prawda klasa jest koleżeńska i lubi się dzielić, ale niektórymi rzeczami się nie da. Trudno wymagać, żeby dzieci zabierały zapasowe szczoteczki do zębów czy ręczniki. Jadąc w odwiedziny do rodziny można o wielu rzeczach nie pamiętać, albo przynajmniej ich nie taszczyć ze sobą, bo zawsze można pożyczyć, np. szampon czy pastę do zębów. Przy krótkich wycieczkach zawsze jest ten problem, że niby jedzie się na 2-3 dni, a wiele rzeczy trzeba zabrać „tak czy inaczej” jak przy wycieczce na 2-3 tygodnie. Mąż zawsze się śmieje, że tyle maneli biorę czy pakuję na tak krótki czas, ale prawda jest taka, że trzeba je wziąć. Sam by się denerwował, gdyby na drugim końcu Polski wieczorem okazało się, że czegoś „oczywistego” nie ma.