W marcu

Miałam wielkie plany na weekend związane ze zrobieniem wiosennych porządków, umyciem okien, wypraniem firan i zasłon. Tylko, że od dłuższego czasu nie oglądałam prognozy pogody… Niestety nie dało się nic zrobić przy otwartym oknie: ziąb i deszcz, a nawet deszcz ze śniegiem. A tak pięknie było w zeszłym tygodniu. Może kolejny weekend będzie bardziej sprzyjał porządkom. Ostatecznie sobota to będzie oficjalnie pierwszy dzień wiosny 🙂

Za to odwlekliśmy wdrożenie planu oszczędnościowego, bo Młody wyrósł z butów. W dodatku wybiera się na wycieczkę w Tatry, więc trzeba było dodatkowo trekingi kupić i mimo, że wybraliśmy jedne z najtańszych (bo wygodne, a i wyjazd sporadyczny), to znowu nadprogramową kasę się wydało. Zbliża się też ich pierwsza poważna impreza szkolna. Trzeba będzie kupić nową marynarkę i koszulę, bo stare są już trochę za małe, a Młody chce się dobrze prezentować na imprezie i na zdjęciach, bo zdjęcia nie będzie robiła tym razem żadna mama, tylko będzie profesjonalny fotograf. Warszawa już zaklepana, co prawda tylko na dwa dni, ale ustaliliśmy, że to wystarczająco, żeby pochodzić po Koperniku. Uff.

Poza tym wszystko po staremu. Praca i wolne, wolne i praca, a w perspektywie święta u rodziny. Mamy też tradycyjne spory dotyczące wyjazdu na urlop, ale to standard, bo każdy chciałby coś innego. Na szczęście co byśmy nie wybrali, zawsze wracamy wypoczęci i zadowoleni 🙂