Kwietniowo

Święta przemroziły nas brzydką pogodą, a po nich zrobiło się ciepło i pięknie. Co prawda trochę wietrznie, ale nie na tyle, żeby przeszkadzało to w normalnym życiu. Przynajmniej u nas. Słuchając prognozy pogody mam wrażenie, że mamy niezłą pogodową huśtawkę, ale w rzeczywistości większość z nich się nie sprawdza. Jest pogodnie, umiarkowanie ciepło i słonecznie. Wymarzona pogoda na wycieczki – taka, żeby przyjemnie się chodziło bez marznięcia i bez pocenia się. Niestety sezon mało wycieczkowy, choć w weekendy korzystamy z dobrodziejstw aury.

Pogoda zachęca też do zakupów, bo jakoś tak zawsze wiosną ma się ochotę na nowe buty czy ciuchy… Chodziłam ostatnio po sklepach i stwierdziłam z przykrością, że wraca moda na „córkę młynarza”, czyli na ubieranie się od stóp do głów na biało. No i koronkowo 🙂 co już nie jest elementem stroju córki młynarza, ale za to zasadniczo pogrubia (mimo, że koronki mają swój urok). O ile biały podoba mi się jako dodatek, o tyle cały biały strój moim zdaniem nadaje się dla panny młodej albo dzieci komunijnych. Wybrałam jednak do mojej garderoby kilka kolorowych bluzek i zabójcze szpilki 🙂 Co prawda zwykle biegam w balerinach, ale coś na wyższym obcasie też od czasu do czasu trzeba założyć.

Ostatnio wprowadziłam zwyczaj deseru po obiedzie, tak do kawki. Co prawda zwyczaj bardzo apetyczny, ale jeśli już piekę ciasto, to nie da się tak tylko po kawałeczku, tylko całą blachę. No i już czuję, że mi w ciuchach ciasno… Ach, te przyjemności, za wszystkie trzeba płacić… A o szkodliwości cukru też coraz więcej programów kręcą. Może trzeba będzie zrezygnować…

Październik

Październik w tym roku póki co nie zawodzi. Pogoda jest piękna, babie lato błyszczy się w promieniach słońca. Poranki co prawda zrobiły się chłodniejsze, ale dni są cieplutkie.

Żeby poprawić „narodowi” humor RPP obniżyła dziś progi procentowe 🙂 Super, bo zapłacimy mniejszą ratę, a przed świętami każdy grosz się przyda. Rodzina duża, więc aby nie nadwyrężyć domowego budżetu, zwykle kupuję prezenty od października…

Co poza tym? Postanowiłam zrobić porządek w szafkach, w których już nic się nie mieści i porozdawać lub posprzedawać zbędne rzeczy. Niestety czasami kupuję coś, co wydaje mi się, że będzie niezbędne, a później ląduje w szafce nieużywane. Powyjmowałam wszystkie te zbędności i od razu zrobiło się więcej miejsca. Usłyszałam od razu przytyk, że na następne graty, ale co tam. Te porządki wypadły tak z rozpędu, bo wcześniej odświeżaliśmy i zmienialiśmy wystrój przedpokoju. Był już tak wybrudzony oponami od wprowadzania rowerów, że nie można było tego dłużej odkładać. Przemalowaliśmy ściany. Dostałam od mamy płytki ceramiczne ręcznie malowane – kilka sztuk, ale położone punktowo zrobiły świetny efekt. Wymieniliśmy też komodę na mniejszą, przez co łatwiej będzie się wjeżdżało. Niestety u nas już tak jest, że jak się nie chce stracić roweru, to trzeba go trzymać w domu. Całe szczęście, że mamy na tyle miejsca.

Depresyjnie

Nie znoszę kiedy pogoda z dnia na dzień zmienia się o 180 stopni. Kiedy takie „psikusy” robi mi na plus i to duży, bo powiedzmy nagle robi się z kilkunastu Celsjuszów trzydzieści parę, nie jestem w stanie normalnie przejść do sklepu. Z kolei teraz, kiedy może i tak bardzo w dół nie poszybowało, ale za to zaciągnęło chmurami i kolejny dzień pada, ja wpadam w depresję. Nic mi się nie chce, nawet zaplanować wyjazdów jesiennych. Zwykle uwielbiam jesień, ale taką słoneczną, z latającymi pajęczynkami babiego lata, liśćmi szeleszczącymi pod butami, lasem pachnącym grzybami i „suszkami”, porannymi mgłami… Mam nadzieję, że wkrótce taka przyjdzie. Póki co trzeba będzie wyciągnąć się z dołka dobrą muzyką, filmem, a w ostateczności zakupami 🙂 Nowe ciuchy czy buty potrafią zdziałać cuda. Albo tym razem coś innego. Ostatecznie co chwilę dostaję maile i sms-y od różnych sklepów z bardziej wyszukanymi pocieszaczami proponujące np. sprzedaż złota czy innych świecidełek. A mi by się właśnie kolczyki przydały 🙂

Początek roku

No to mamy Nowy Rok, początek stycznia, a za oknem… hmmm…. jesień to jeszcze czy już wiosna. Ponoć wiosna zanika i od razu pojawia się lato, więc chyba jesień. Z drugiej strony trawa zaczyna się zielenić, coś rośnie coraz szybciej na polach – kiedy ostatnio przejeżdżaliśmy przez tereny za miastem sarny miały prawdziwą ucztę, gdzieniegdzie na drzewach pojawiają się podobno pąki a nawet kwiaty (co nie wróży dobrze ilości owoców i ich cenie), więc może jednak wiosna. Podobno czasem pory roku potrafią się pomieszać. Pomieszały się już w zeszłym roku, kiedy to praktycznie do końca czerwca było bardzo zimno, za to dużo cieplej niż w czerwcu było w Wigilię. Początek tego roku to też piękna pogoda, zbliżona do +10C i zmian na prawdziwą zimę nie widać. Ongiś o tej porze roku, śnieg skrzypiał pod butami i niemal codziennie dosypywało go więcej. Po szkole jeździło się na butach, albo na workach z butami zmiennymi zanim dotarło się do domu, a później szybki obiad i na sanki. A że samochodów było dużo mniej i śnieg często prószył, można było jeździć na sankach nawet na większości dróg, bo pług z piaskiem, a właściwie ze żwirem, bywał na mniej uczęszczanych uliczkach co kilka albo nawet kilkanaście dni. Można było też wylać wodę na jakimś placyku i przez wiele tygodni jeździć na łyżwach. Oj dużo tracą dzisiejsze dzieciaki. No chyba że lubią grać w piłkę, bo na pobliskim boisku codziennie kopią… Osobiście jednak uważam, że my mieliśmy fajniej, kiedy było większe urozmaicenie pogodowe.