Przedświątecznie

Minął już listopad i choć pogoda się nie poprawiła, jakoś tak raźniej człowiekowi. Wygląda na to, że na śnieg trzeba będzie poczekać, bo z dnia na dzień coraz cieplej się robi, ale nie przesądzajmy. Może przecież zdarzyć się, że w święta będzie śnieg, prawda? A ja wkręciłam się w przedświąteczne zakupy; jeszcze nie spożywcze, ale prezentów. W tym roku postawiłam sobie cel: nie wydawać na nie kroci, ale kupić coś fajnego, oryginalnego, z czego każdy będzie zadowolony. W tym celu od dłuższego czasu przysłuchuję się chciejstwom Małych i Dużych. Ba, zagłębiłam się nawet w meandry wędkowania, żeby poznać sprzęt jaxon i kupiłam mojemu kilka gadżetów, za które w dodatku nie zapłaciłam wiele, a mam 100% pewności, że ode mnie się tego nie spodziewa i że się ucieszy. Gorszy problem jest z dzieciakami – logo nie jest rzeczą tanią i trudno na niej przyciąć koszty, a to od kilku lat ich numer jeden. Zobaczymy, pomyślimy. Znajoma mówiła, że w marketach zabawki można kupić o połowę taniej niż w sklepie, w którym się zwykle zaopatruję, więc może jakoś wybrnę. Pytanie co jeszcze i co rodzicom? Ojciec na ryby nie chodzi, więc akcesoria wędkarskie odpadają. Wspominał coś kiedyś o wkrętarce, ale nie mam pojęcia ile takie coś kosztuje. Całe szczęście, że początek jest, a w ciągu tych 3 tygodni na pewno jakoś wybrnę.

W tym roku planujemy lżejsze potrawy świąteczne. Do tej pory zawsze się robiło więcej tego co na Wigilię + mięsiwa i kluski. W tym postawię na więcej sałatek, warzyw i owoców. Tak planuję, a co z tego wyjdzie jak się zjedzie rodzina, to się jeszcze okaże.

Plany na Święta

Z 12 lutego zrobił się nagle 14 kwietnia… Kiedy to minęło? PITy już dawno rozliczone; ba, nawet już dostaliśmy nadpłatę. Teraz wzięliśmy się za wielkie wiosenno – przedświąteczne sprzątanie, a później gotowanie i pieczenie. I tu pojawia się problem, bo niemal wszyscy w rodzinie są na pozimowej diecie (z różnym skutkiem). Trzeba więc wymyślić jakieś dania, żeby były tradycyjne, ale jednak nie sprzyjające tyciu. Jajka będą ok, ale już co do zawiesistego żurku nie jestem przekonana, choć lubię, więc pewnie trochę zjem. Mam za to zamiar upiec jakieś chude mięsiwo, bo rodzinka zwykle serwuje pieczony boczek albo karkówkę. Ja w tym roku postawię na filety z indyka i ligawę, albo jakieś ptactwo – bażanta albo perliczkę. Mam też niezły zgrzyt z ciastami, bo choćby się paliło, waliło, jakieś musi być. Postawię chyba na wielkanocną paschę i sama zrobię do niej ser, żeby od początku do końca mieć kontrolę nad jej składnikami. Mazurki i makowce w tym roku odpadają, chyba że takie małe, do koszyczka i do degustacji. Cóż poza tym? Sałatki warzywne i owocowe powinny być w sam raz.

A co poza tym? Hmmm… Chciałabym pojechać do Zagórza, pochodzić wzdłuż jeziorka i po tamie, wdrapać się na górę do zamku Grodno (oby był otwarty dla zwiedzających); może przy okazji zarezerwować na lato domki holenderskie na kilka dni, żeby powędkować, pospacerować i popływać kajakiem… Jedyną rzeczą, która mnie zniechęca do świątecznej turystyki jest ten przykry zwyczaj Lanego Poniedziałku, bo o ile toleruję go w gronie rodzinnym, o tyle jest on dla mnie zupełnie niezrozumiały w stosunku do obcych. A przynajmniej ja sobie nie wyobrażam czatowania z wiadrem na przyjezdnych, co już w niejednej małej miejscowości, do której trafiliśmy w Poniedziałek Wielkanocny, mi się w przeszłości już przydarzyło… Może po prostu zapakuję na wszelki wypadek do bagażnika ciuchy na zmianę i się wybierzemy?