Hmmm

Hm… 🙂 Przeczytałam poprzedni wpis z pobłażliwym uśmiechem. Bo widzę, że kolejny raz dałam się ponieść wyobraźni i zaplanowałam wszystko co do dnia, żeby nie powiedzieć co do godziny. Okazało się, że – jak to w takiej sytuacji bywa – nie udało się zrealizować wszystkich planów, co na szczęście nie zmienia faktu, że było fantastycznie. Stwierdzić muszę, że południowo – wschodnia Polska jest przepiękna. Aż miałoby się ochotę tam zamieszkać. Nie odbiega też ekonomicznie – przynajmniej wizualnie – od Polski zachodniej.

Pomimo, że moje plany „łażenia” okazały się zbyt ambitne dla rodziny, udało nam się przejść ładny kawałek Bieszczad. Całe szczęście, że zainwestowaliśmy w porządne buty, bo czasem aż włos się na głowie jeżył na widok tego w czym ludzie się w góry zapuszczają. Uważam, że akcje ściągania takich – co tu kryć: głupich – turystów powinny być płatne, podobnie jak ratowanie „klapkowiczów” z różnych opresji. Sankcje ekonomiczne są zazwyczaj skuteczne, więc może by tak w ten sposób nauczyć ludzi rozumu. 

A tak w ogóle to urlop, urlop i po urlopie. Jak by nie patrzyć – przykra sprawa.

Co można jeszcze zobaczyć w Bieszczadach?

W tym tygodniu w końcu wyjeżdżamy na urlop. Tym razem w Bieszczady. Zwykle przed wyjazdem sprawdzam co ciekawego można zobaczyć w miejscu dokąd jedziemy i w okolicach, jaka jest baza gastronomiczna i co można tam robić w razie niepogody.

W weekend posiedziałam trochę, poczytałam, poprzeglądałam fotki i wybrałam co chciałabym zobaczyć. Wyszło mi, że po pierwsze – połoniny. Trasy zaznaczyłam na mapie, żeby nie było wątpliwości 🙂 Po drugie – chcę się przejechać bieszczadzką wąskotorówką. Po trzecie – wybrane drewniane cerkwie (jest ich za dużo, żeby zobaczyć wszystkie, ale wybrałam 2). Po czwarte – w drodze tam i z powrotem chcę zahaczyć o Sanok i Krosno. Po piąte – Solina, to coś co chcę zobaczyć, po czym chcę popływać kajakiem, a może i wpław, jeśli pogoda pozwoli, a woda nie okaże się zbyt zimna (nie mam zaufania do temperatury wody w górach). Po szóste – na pewno chcę się wgramolić na Tarnicę i Opołonek (od strony ukraińskiej, chyba że dostanę zgodę od polskiej). Po siódme – skansen Łemków. Po ósme – wodospady (nie jakieś imponujące, ale są).

Pospisywałam sobie także polecane restauracje w kilku miejscowościach – w tej, w której będę oraz w tych, przez które planuję przechodzić czy przejeżdżać. Dla nas to dość ważne, bo nie mamy zapewnionego wyżywienia na miejscu, a od razu zastrzegłam, że gotować nie będę, bo mi szkoda czasu 🙂

Interesuje mnie jeszcze w jakim stanie są tamtejsze drogi i czy da się na nich pojeździć na… rolkach? 🙂 Wie ktoś może?

Oczywiście w razie brzydkiej pogody (oby takiej nie było) będziemy jeździć po większych miejscowościach, no i wybierzemy się na przejażdżkę wąskotorówką (nią, tak czy inaczej). Czytałam, że w tym roku jest takie zainteresowanie tą kolejką, że uruchomili dodatkowe kursy. Innych planów w razie awaryjnej pogody nie mam. Chyba, że ją olejemy, ubierzemy się w przeciwdeszczówki i będziemy chodzić zgodnie z planem…

A Wy? Byliście w Bieszczadach? Polecicie coś? Oczywiście wiem, że nie wszystko da się zobaczyć w ciągu jednego urlopu, ale może (a nawet na pewno) jest przy którejś drodze coś co warto zobaczyć, a co jest zwykle pomijane przez turystów?