Po Świętach i przed majówką
Święta minęły spokojnie, wśród rodziny; dużo się jadło i sporo spacerowało. Mimo moich wielkich obaw, okazało się, że po świętach waga poszła w dół! I gdzie tu logika w odchudzaniu? Człowiek się głodzi, je dietetyczne niesmaczne żarcie i efektów nie ma. A podje sobie u rodziny, bo przecież „jedz dziecko, nie zaszkodzi ci” i rzeczywiście okazuje się, że jest ok. Dlatego przedłużyłam menu świąteczne na kolejne dni i o dziwo nic nie przybrałam. Może to przez te dania w tym mięsiwa osobiście robione, bez dodatku polepszaczy, utrwalaczy, wybielaczy czy czego tam dodają. Znikają ze stołu w szybkim tempie, a mimo to najwyraźniej nam służą. Za dwa dni kolejna okazja, żeby nagotować i napiec więcej jedzenia na zapas, by później tylko odgrzać. A co, też chcę mieć trochę wolnego.