Alkomaty?
Alkomaty to ma być kolejny cudowny sposób państwa… na pobudzenie ich sprzedaży. Bo innego uzasadnienia nie znam. Że nie wspomnę o tym, że jako że nie piję, obraża mnie robienie ze mnie alkoholiczki, która przed włączeniem silnika musi „przebadać się” alkomatem.
Jaki to będzie miało skutek poza zwiększeniem sprzedaży? Moim zdaniem żaden. Jeśli państwo chce narzucić taki obowiązek, to powinien mieć on znaczenie dowodowe i w momencie zatrzymania każdy powinien móc wyjąć wynik i serdecznie pozdrowić policjantów palcem. Trudno to sobie jednak wyobrazić, a skoro policja i tak będzie mogła przeprowadzić ponowne badanie, to nasze będzie g…no warte. Jeśli pomysłodawcy myślą, że wynik z promilami odstraszy tych, którzy zwykle jeżdżą na promilach, to znaczy, że powinni przestać czytać bajki i przerzucić się na literaturę bardziej odzwierciedlającą rzeczywistość. Jeśli ktoś pił i wsiada za kółko, żaden wynik go nie odstraszy. Co więcej, prawdopodobnie będzie woził ze sobą stary wynik, który pokazuje że jest „czysty”. Bo trudno przyjąć, że każdy kierowca zainwestuje kilka stów w pełni zautomatyzowany alkomat pokazujący datę i godzinę „badania”. Choć i to można obejść, bo kto udowodni czy kierowca rozpoczął jazdę 15 minut czy 8 godzin wcześniej. Można by zasugerować sfinansowanie alkomatów z budżetu, ale to to samo – i tak wszyscy zapłacimy.
Pomysł więc moim zdaniem poroniony, totalnie nieprzemyślany i niestety nie odosobniony. Zamiast wprowadzić konkretne i „bolesne” kary dla winnych, po raz enty ma być ukarane całe społeczeństwo.